REMAX

„Tylko zwycięstwo!”, czyli stawiamy na tych, którzy mierzą wysoko…

Wywiad z Wojtkiem Sobierajskim, ambasadorem marki RE/MAX

W RE/MAX Polska zawsze mierzymy wysoko, dlatego też stawiamy na tych, którzy podzielają nasze wartości, aby wspólnie budować markę oraz czerpać satysfakcję z tworzenia CZEGOŚ wyjątkowego. Podobny cel przyświecał nam w zeszłym roku, kiedy postanowiliśmy nawiązać współpracę z Wojtkiem Sobierajskim oraz wspierać go w realizacji jego ambitnych planów i marzeń – bicia szalonych rekordów Guinessa. Wyczyny Wojtka budzą respekt i szacunek, a jego postawa życiowa, entuzjazm, heroizm, nieustępliwość i walka z przeciwnościami – są dziś inspiracją dla dziesiątek tysięcy ludzi na całym świecie. Wszystko to pozwala także wzmacniać pozytywny wizerunek naszej marki, bowiem „zawodowemu rekordziście” zawsze towarzyszy charakterystyczne logo RE/MAX. Kibicowska społeczność Wojtka stale rośnie, a nas rozpiera duma, że dokładamy swoją małą cegiełkę do jego wielkich sukcesów. A wszystko zaczęło się od balonu…

Kim jest Wojciech Sobierajski?

Wojciech Sobierajski znany jest z dokonywania niemożliwego, przynajmniej tak nam się wszystkim najczęściej wydaje, zanim pobiciem jakiegoś rekordu nie zainteresuje się 33-latek z Ząbek w województwie mazowieckim. Wojtek kocha sport i rywalizację, jest Multirekordzistą Polski i Guinessa oraz trzykrotnym Wicemistrzem Świata w biegach z przeszkodami. Na swoim koncie ma m.in. rekordy świata w takich „dyscyplinach”, jak: półmaraton na boso po śniegu, ciągnięcie samochodu na odcinku 1 km idąc na rękach, triathlon na dystansie olimpijskim z obciążeniem 50 kg czy najszybsze wejście po 30-metrowej linie… podwieszonej do balonu na wysokości 300 m!

Wywiad z Wojtkiem Sobierajskim bezpośrednio po pobiciu rekordu Aleksandra Doby

W zeszłym roku Wojtek Sobierajski pobił aż 12 różnych rekordów, skapitulował tylko jeden raz – podczas próby pokonania 1200-kilometrowej trasy kajakiem z Przemyśla do Świnoujścia w 12 dni.

Nie były sobą, gdyby nie zdecydował zmierzyć się z tym wyzwaniem ponownie. Rekordzista wystartował 1 maja, wiosłował codziennie od świtu do zmroku (od 8 do 22), a w wyprawie towarzyszył mu przyjaciel Vania Kohut. Spływ dedykowany był ukraińskim dzieciom, które straciły rodziców podczas ostatnich tragicznych wydarzeń zza naszą wschodnią granicą. Mieliśmy przyjemność porozmawiać z Wojtkiem zaraz po udanym pobiciu rekordu Aleksandra Doby z 1989, czyli z roku, w którym urodził się nasz Mistrz…

Wojtku, serdeczne gratulacje za pobicie rekordu i to nawet znacznie szybciej, niż pierwotnie planowałeś! Powiedz, kiedy miałeś pewność, że tym razem uda Ci pokonać to wyzwanie?

Wojtek Sobierajski: Dziękuję bardzo. Najciekawsze jest to, że do samego końca nie byłem tego pewien. Wszystko za sprawą bardzo kapryśnego Zalewu Szczecińskiego, gdzie podczas niesprzyjającej pogody, mogą pojawiać się fale jak na otwartym morzu i skutecznie uniemożliwiać bezpieczną przeprawę. Było nerwowo, ponieważ przy pierwszym podejściu burza zmusiła nas do zawrócenia po przepłynięciu 4 z 10 km. Kolejna próbę przepłynięcia przez Zalew Szczeciński podjęliśmy wieczorem i tym razem okazała się ona udana. Na metę dotarliśmy o godzinie 22.20, dzięki czemu pobiliśmy rekord z nawiązką.

Czy ten spływ był okazał się dla Ciebie największym wyzwaniem?

WS: Wbrew pozorom nie, o wiele trudniejsze i wycieńczające fizycznie było ustanowienie rekordu Guinessa w płynięciu kajakiem przez całą dobę, podczas którego udało mi się pokonać aż 262 km. Nie zmienia to faktu, że nieudana próba z zeszłego roku tkwiła we mnie niczym zadra, więc czuję teraz olbrzymią ulgę i satysfakcję z pobicia tego rekordu.

W jaki sposób wybierasz swoje kolejne wyzwania?

WS: Nie jest to łatwy proces, ponieważ oprócz analizowania szansy na pobicie jakiegoś rekordu, staram się też, aby był on ciekawy dla fanów, wiązał się z emocjami i można go było sfilmować.

Jak doszło do nawiązania współpracy z RE/MAX?

WS: To niesamowita historia! Planowałem pobicie kolejnego rekordu, jakim tym razem miała być wspinaczka po 30-metrowej linie. Żeby jednak uatrakcyjnić bicie tego rekordu, wymyśliliśmy, że fajnie byłoby zrobić to na wysokości, a nasza wyobraźnia podpowiedziała nam balon. Firma RE/MAX dowiedziała się o tym pomyśle i zaoferowała swój balon, który jest jednocześnie logiem marki. Współpraca przy tym projekcie przebiegała w bardzo serdecznej atmosferze i tak nam się wzajemnie spodobała, że wspólnie postanowiliśmy ją przedłużyć.

Twoje sukcesy i towarzysząca temu medialność przyciągają do współpracy kolejne firmy. Jak wiele znaczy dla Ciebie wsparcie ze strony sponsorów?

WS:  Jest bardzo ważne, ponieważ daje mi ono komfort, pozwalając w pełni skoncentrować się na treningach, planowaniu i pobijaniu następnych rekordów. W zeszłym roku musiałem dodatkowo pracować, a teraz mogę skupiać się już wyłącznie na kolejnych wyzwaniach. W sumie to też praca, bo zawodowo zajmuję się przecież… biciem rekordów [śmiech].

Bardzo imponuje mi zawsze Twoja koncentracja na danym celu. Czy jednak w każdym przypadku „cel uświęca środki”, czy też są granice, jakich nigdy nie przekroczysz?

WS: Kluczowe jest dla mnie bezpieczeństwo i zdrowie. Znam swoje możliwości, potrafię także precyzyjnie oszacować szanse na pokonanie jakiegoś rekordu, dlatego nigdy nie podejmuję się wyzwań, które nie byłyby w moim zasięgu. Zdarzają się jednak nieprzewidziane sytuacje, jak np. zeszłoroczny spływ kajakowy [pierwsza próba pobicia rekordu podróżnika Aleksandra Doby – przyp. red.], kiedy walczyłem z gorączką i upałem, co mogło doprowadzić do udaru na wodzie… W tego powodu podjąłem wówczas trudną, ale świadomą decyzję o rezygnacji z kontynuowania wyzwania.

Oglądając filmiki na Twoim kanale Youtube można odnieść wrażenie, że do większości rekordów podchodzisz bardzo spontanicznie, z marszu, bez specjalnego przygotowania…

WS: Bo tak też w rzeczywistości jest. Gdybym skupiał się na monotonnych treningach odwzorowujących wysiłek, jaki mnie czeka w trakcie bicia rekordu, to… nigdy nie podjąłbym się wyzwania [śmiech].

Ważnym ogniwem Twoich sukcesów i wsparciem jest dla Ciebie Rodzina.

WS: To prawda, podczas wszystkich rekordów towarzyszy mi Tata, mogę też liczyć na aktywną pomoc ze strony braci. Oczywiście olbrzymim wsparciem jest dla mnie moja narzeczona i córeczka, które jednak bardzo przeżywają moje wyczyny. Podczas bicia rekordu Wima Hofa w półmaratonie na Islandii po lodzie i śniegu, gdzie biegłem jedynie w krótkich spodenkach i czapce, moja narzeczona była tak przerażona, że o mało nie przerwała wyzwania, chcąc dzwonić po karetkę… Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i obyło się bez poważniejszych odmrożeń. Znam swoje możliwości, granice wytrzymałości i wiem na ile mnie stać.

Nie męczę Cię już więcej, wracaj świętować, dziękuję za rozmowę i życzę wielu kolejnych sukcesów. Czy na koniec możesz zdradzić nam, jakie będzie Twoje kolejne wyzwanie?

WS: W lipcu planuję zmierzyć się z dystansem triathlonu, dźwigając przy okazji 50-kilowy balast. Dziękuję również za rozmowę oraz gratulacje, pozdrawiam i do zobaczenia 2 czerwca na konferencji!

 

Powiązane wpisy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.